Nagła przeprowadzka z zinej i surowej Islandii do bajecznie kolorowego, pełnego słońca Cannes wprowadza w życie Sha niezłe zamieszanie. Nowe miejsce, nowa szkoła a w niej dwa największe ciacha na tej planecie: Daniel – czarnowłosy, śniadoskóry i wyjątkowo zdolny syn gospodyni domowej i Chris – porażający swoją urodą, platynowłosy anioł, bogatszy chyba od samego Boga. Do tego obaj zdecydowanie zainteresowani nową, tajemniczą koleżanką. W takich warunkach świat Sha mógłby być rajem, gdyby nie przerażające, apokaliptyczne sny, nawiedzające ją od chwili, kiedy w jednym z nich zobaczyła imię Lilith, gdyby nie koszmarne wrażenie, że jakaś nieznana moc chce zawładnąć jej ciałem i zdobyć nad nią kontrolę.
Sha wraz z ojcem przeprowadza się z Islandii do słonecznego Cannes. Tam poznaje dwóch przystojnych chłopaków: Daniela i Chrisa. Z obydwoma od razu znajduje wspólny język i stają się najlepszymi przyjaciółmi. Sielanka nie trwa jednak długo, gdyż dziewczynę nawiedzają dziwne i przerażające sny. Sny, które mają doprowadzić do tego iż wypowiadając na głos imię LILITH przyjmie ona swoje dziedzictwo. Czy Sha jest jednak na to gotowa?
" I wtedy nadeszła katastrofa! Obrzydliwy, tępy koczkodan, który dzięki mojemu kretynizmowi śmiał teraz zakłócać taką wspaniałą chwilę."
"Lilith" to debiut pisarski Jo. E. Rach. Tylko czy udany? Według mnie pomysł dobry, ale wykonanie już nie. Autorka nie umiała wykorzystać potencjału i wyszło takie misz-masz. Całości brakowało sensu, a samo zakończenie szybkie i urwane. Styl pisania jakby pisała nastolatka (bez obrazy :) Są oczywiście uzdolnione nastolatki, które z powodzeniem wydały książki). Dialogi beznadziejne i niedopracowane, a postacie płytkie, samolubne i źle wykreowane. Główna bohaterka choć mam szesnaście lat to w jednej chwili zachowuje się jak bogata smarkula a w drugiej jak dorosła kobieta. Co do chłopaków to szkoda gadać. Jeden zakompleskiony biedak, który oburza się na cały świat i manifestuje swoja odrazę do burżujów ubierając się jak łachmaniarz. Drugi zaś to pewny siebie, ale też skryty Chris, który jest dziedzicem wielkiej fortuny. Na domiar złego cała trójka: Sha, Daniel i Chris urodzili się tego samego dnia. No i pozostaje jeszcze ta dziwna relacja Sha z ojcem. Ten facet po prostu nie zachowuje się jak przystało na prawdziwego tatę przystało. Pozwala o wszystkim decydować córce np. o tym kogo zatrudnić, co kupić, co zrobić na obiad itp. Coś takiego jest totalnie nienormalne. A końcówka niewiele wyjaśnia w tej kwestii.
Jedynie co mnie zachwyciło w tej książce to okładka. Jest naprawdę śliczna, ale nie dorównuje treści. Niestety w tym przypadku powiedzenie "Nie oceniaj książki po okładce" jest jak najbardziej trafne. Jednak jak mówią "Każda poczwara znajdzie swego amatora" tak i książka znajdzie swoich zwolenników. Ja do nich nie należę i tak już pozostanie.
Tytuł polski: Lilith. Tom I. Dziedzictwo
Autorka: Jo. E. Rach
Wydawca: Novae Res
Data wydania: 2015
Ilość stron: 320
środa, 26 sierpnia 2015
czwartek, 20 sierpnia 2015
Imperium robotów. Bunt człowieka - Mark Stay
Powrót na bloga. Przez ostatnie kilka miesięcy z przykrością stwierdzam, że byłam zbyt zajęta swoim życiem by prowadzić bloga. Teraz powróciłam i zamierzam regularnie wstawiać posty. Na początek będzie o książkę, którą kupiłam pod wpływem impulsu. A jest to "Imperium robotów. Bunt człowieka". No to zaczynam :)
Jakiś czas temu Ziemię najechały roboty, które całkowicie ją opanowały. Od tamtej pory ludzie stali się więźniami na własnej planecie i obowiązują ich dwa najważniejsze prawa:
1. NIE WYCHODZIĆ Z DOMU !
2. PRZESTRZEGAĆ POLECEŃ ROBOTÓW !
I tak już od trzech lat żyją ludzie zamknięci w domach swoich czy cudzych. Wszyscy się poddali i stracili nadzieję na ocalenie.
Sean Flynn razem z matką, Kate zostają ulokowani (dzięki "dobremu" znajomemu) w nowym domu, gdzie dołącza do nich rodzeństwo: Alex i Nathan. A później także dziesięcioletni Connor, który najpierw stracił matkę, a następnie był świadkiem jak roboty zabiły jego ojca. Kate namówiła więc kontrolującego ten rejon Pana Smythe by pozwolił jej zaopiekować się chłopcem. I powoli (zbyt powoli) mijają dni, które nie różnią się od innych.
Aż pewnego dnia dzięki zepsutemu Xboxowi. W czasie naprawy dochodzi do spięcia, które wyłącza czipy wszczepione ludziom przez roboty w celu kontrolowania. Sean i pozostali próbują sprawdzić jak długo to będzie działać i czy to wyłączenie jest na stałe. W trakcie próby chłopak wpada na pomysł odszukanie ojca, który był pilotem RAF-u i brał udział w walce z wrogiem. Niestety ludzie szybko polegli, a Sean stracił kontakt z ojcem. Za namową towarzyszą mu jego przyjaciele. Choć cała ta wyprawa jest niebezpieczna to znajdą sprzymierzeńców i odkryją sposób na pokonanie robotów. Czy jednak chłopakowi uda się odnaleźć ojca?
"Imperium robotów. Bunt człowieka" to moja pierwsza książka tego gatunku. Zwykle nie przepadam za wielkimi robotami. Dzięki pewnemu anime (czytaj: Gundam Seed) polubiła te wielkie maszyny. A tutaj mamy różne roboty i to złe do "szpiku kości". A jakie są moje wrażenia po przeczytaniu? Całkiem pozytywne. A sama książka mi się spodobała. Jak to bywa w trakcie czytania obdarzam sympatią lub niechęcią bohaterów przewijających się przez książkę. Tu było podobnie i najbardziej polubiłam: Sean'a, Nathana i Connora. Natomiast najmniej polubiłam Alex. Jeszcze jedna postać była całkiem interesująca: Pan Smythe. Zakompleksiony facet, który dzięki robotom zauważył swoją szansę i wiedział jak ją wykorzystać. Choć jego koniec był przewidywalny to jednak był ważną postacią w książce.
"- Umiem czytać - warknął Nathan. - Przeczytałem Władcę pierścieni w dwanaście godzin (...)
- Nie widziałam, że wydali skróconą wersję."
Naprawdę cieszę się, że kupiłam "Imperium robotów. Bunt człowieka". Autor ma naprawdę niesamowitą wyobraźnię jeśli chodzi o te wielkie metalowe puszki. Choć motyw opanowania naszej planety przez roboty jest stary jak świat to to co stworzył Mark Stay robi wrażenie. Zwykle ludzie walczą z wrogiem do upadłego, a tu szybko zostali pokonani i tylko czworo nastolatków próbowało coś zrobić. Oprócz tych najważniejszych postaci, czyli Sean'a, Kate, Nathana, Alex, Connora i Pana Smythe pojawiają się na krótko postacie drugoplanowe, które choć nie są najważniejsze to mają swój udział w pomaganiu Seanowi i jego przyjaciołom. I pomimo to nie ma tu żadnego misz-maszu, a całość ma swój zrozumiały ciąg.
Co zaś się tyczy okładki to wyd, Amber wybrało okładkę filmową (tak, tak, niedawno na ekrany kin trafił film na podstawie tej książki). Zwykle wolę okładki oryginalne a nie filmowe. W tym jednak przypadku tak przypadła mi do gusty, choć moim zdaniem jest nieco myląca. Chodzi mi o dziewczynę na okładce, którą zapewne jest Alex. Wg. niej to prawdziwa wojowniczka, twarda dziewczyna, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Rzeczywistość jednak odbiega od tego, a Alex bardzo powoli się rozkręca. A Sean okładkowy idealnie oddaje wyobrażenie o jego książkowy pierwowzorze. Jeśli zaś chodzi o film to nie miałam okazji obejrzeć, czego bardzo żałuję. Nie jestem więc w stanie porównać filmu i książki. Wiem tylko jak głosi notatka z tyłu okładki: "Powieść jest doskonałym uzupełnieniem filmu, rozszerza fabułę o dodatkowe wątki i postaci." Co z kolei dowodzi (nie po raz pierwszy), że książki bywają lepsze od filmów.
Na koniec mogę dodać, że warto sięgnąć po "Imperium robotów. Bunt człowieka". Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nadaje się w sam raz na letnie wieczory.
Tytuł polski: Imperium robotów. Bunt człowieka
Tytuł oryginału: Robot Overlords
Autor: Mark Stay
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: rok 2015
Ilość stron: 332
Jakiś czas temu Ziemię najechały roboty, które całkowicie ją opanowały. Od tamtej pory ludzie stali się więźniami na własnej planecie i obowiązują ich dwa najważniejsze prawa:
1. NIE WYCHODZIĆ Z DOMU !
2. PRZESTRZEGAĆ POLECEŃ ROBOTÓW !
I tak już od trzech lat żyją ludzie zamknięci w domach swoich czy cudzych. Wszyscy się poddali i stracili nadzieję na ocalenie.
Sean Flynn razem z matką, Kate zostają ulokowani (dzięki "dobremu" znajomemu) w nowym domu, gdzie dołącza do nich rodzeństwo: Alex i Nathan. A później także dziesięcioletni Connor, który najpierw stracił matkę, a następnie był świadkiem jak roboty zabiły jego ojca. Kate namówiła więc kontrolującego ten rejon Pana Smythe by pozwolił jej zaopiekować się chłopcem. I powoli (zbyt powoli) mijają dni, które nie różnią się od innych.
Aż pewnego dnia dzięki zepsutemu Xboxowi. W czasie naprawy dochodzi do spięcia, które wyłącza czipy wszczepione ludziom przez roboty w celu kontrolowania. Sean i pozostali próbują sprawdzić jak długo to będzie działać i czy to wyłączenie jest na stałe. W trakcie próby chłopak wpada na pomysł odszukanie ojca, który był pilotem RAF-u i brał udział w walce z wrogiem. Niestety ludzie szybko polegli, a Sean stracił kontakt z ojcem. Za namową towarzyszą mu jego przyjaciele. Choć cała ta wyprawa jest niebezpieczna to znajdą sprzymierzeńców i odkryją sposób na pokonanie robotów. Czy jednak chłopakowi uda się odnaleźć ojca?
"Imperium robotów. Bunt człowieka" to moja pierwsza książka tego gatunku. Zwykle nie przepadam za wielkimi robotami. Dzięki pewnemu anime (czytaj: Gundam Seed) polubiła te wielkie maszyny. A tutaj mamy różne roboty i to złe do "szpiku kości". A jakie są moje wrażenia po przeczytaniu? Całkiem pozytywne. A sama książka mi się spodobała. Jak to bywa w trakcie czytania obdarzam sympatią lub niechęcią bohaterów przewijających się przez książkę. Tu było podobnie i najbardziej polubiłam: Sean'a, Nathana i Connora. Natomiast najmniej polubiłam Alex. Jeszcze jedna postać była całkiem interesująca: Pan Smythe. Zakompleksiony facet, który dzięki robotom zauważył swoją szansę i wiedział jak ją wykorzystać. Choć jego koniec był przewidywalny to jednak był ważną postacią w książce.
"- Umiem czytać - warknął Nathan. - Przeczytałem Władcę pierścieni w dwanaście godzin (...)
- Nie widziałam, że wydali skróconą wersję."
Naprawdę cieszę się, że kupiłam "Imperium robotów. Bunt człowieka". Autor ma naprawdę niesamowitą wyobraźnię jeśli chodzi o te wielkie metalowe puszki. Choć motyw opanowania naszej planety przez roboty jest stary jak świat to to co stworzył Mark Stay robi wrażenie. Zwykle ludzie walczą z wrogiem do upadłego, a tu szybko zostali pokonani i tylko czworo nastolatków próbowało coś zrobić. Oprócz tych najważniejszych postaci, czyli Sean'a, Kate, Nathana, Alex, Connora i Pana Smythe pojawiają się na krótko postacie drugoplanowe, które choć nie są najważniejsze to mają swój udział w pomaganiu Seanowi i jego przyjaciołom. I pomimo to nie ma tu żadnego misz-maszu, a całość ma swój zrozumiały ciąg.
Co zaś się tyczy okładki to wyd, Amber wybrało okładkę filmową (tak, tak, niedawno na ekrany kin trafił film na podstawie tej książki). Zwykle wolę okładki oryginalne a nie filmowe. W tym jednak przypadku tak przypadła mi do gusty, choć moim zdaniem jest nieco myląca. Chodzi mi o dziewczynę na okładce, którą zapewne jest Alex. Wg. niej to prawdziwa wojowniczka, twarda dziewczyna, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Rzeczywistość jednak odbiega od tego, a Alex bardzo powoli się rozkręca. A Sean okładkowy idealnie oddaje wyobrażenie o jego książkowy pierwowzorze. Jeśli zaś chodzi o film to nie miałam okazji obejrzeć, czego bardzo żałuję. Nie jestem więc w stanie porównać filmu i książki. Wiem tylko jak głosi notatka z tyłu okładki: "Powieść jest doskonałym uzupełnieniem filmu, rozszerza fabułę o dodatkowe wątki i postaci." Co z kolei dowodzi (nie po raz pierwszy), że książki bywają lepsze od filmów.
Na koniec mogę dodać, że warto sięgnąć po "Imperium robotów. Bunt człowieka". Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nadaje się w sam raz na letnie wieczory.
Tytuł polski: Imperium robotów. Bunt człowieka
Tytuł oryginału: Robot Overlords
Autor: Mark Stay
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: rok 2015
Ilość stron: 332
czwartek, 23 kwietnia 2015
wtorek, 21 kwietnia 2015
Znajdę Cię, Crystal ...
Najlepsze miejsce na Ziemi aby się zakochać? Wenecja! Crystal Brook zostaje wystawiona na ciężką próbę – z całych sił próbuje się oprzeć urokowi sawanta, Xava Benedicta. Wśród romantycznych zabytków i malowniczych widoków czai się jednak niebezpieczeństwo. Ktoś zagraża rodzinie Benedict i najbliższym Crystal. Czy Crystal i Xav będą umieli współpracować, aby ich chronić? I co zrobić z ujawnioną nieoczekiwanie tajemnicą?
I doczekałam się finałowej części przygód Sawantów (choć o ile wiem to mają być też książki o pozostałych braciach, ale w innej odsłonie). A tutaj historia dotyczy dwóch braci: Xaviera i Trace'a oraz ich przeznaczonych. Cała akcja zaczyna się w Stanach a kończy na pięknej Wenecji.
Crystal wraz z siostrą Diamond, najsłynniejszą miediatorką w świecie sawantów są gośćmi zaproszeni przez rodzinę Benedictów na udział w zjedzie. Przypadkiem kiedy obie dziewczyny zostają napadnięte z pomocą przychodzi im ... Trace Benedict. I co w takiej sytuacji się dzieje. Diamond i Trace odkrywają, że są sobie przeznaczeni. Czas szykować się do ślubu. Tymczasem Crystal wraca do Wenecji po spędzeniu kilku dni towarzystwie zakochanych i Xaviera. W jej przypadku spotkanie z Xavem nie obyło się bezboleśnie. Po powrocie do domu chce zapomnieć o koszmarnym bracie przyszłego męża siostry. Jednak los szybko płata jej figla i niebawem znielubiany chłopak będzie gościem w jej domu. Czy zrozumieją w końcu, że są swoimi przeznaczonymi?
"Znajdę Cię,Crystal" to trzeci tom przygód sawantów Bendictów i ich przeznaczonych. Pierwsza część działa się w USA, druga w Anglii a ta w przepięknej Wenecji. Inaczej nież w pozostałych częściach w tej mamy dwóch sawnatów: Xavier i Trace, którzy spotykają swoje przeznaczone z tej samej rodziny. Można więc śmiało powiedzieć, że są dwie męskie główne postacie i dwie żeńskie. Tak właściwie to mamy tu plejadę postaci. Nie tylko cała rodzina Benedtictów, ale też znany amerykański aktor, wenecka hrabina i jej służba. Jest to chyba jedyna część, w której osoby postronne poznały tajemniczy i niebezpieczny świat sawantów.
Z ręką na sercu powiem, że autorka się spisała i stworzyła cudowną serię. Choć ja od samego początku jestem wielką fanką Zeda, to pozostali bracia również znaleźli miejsce w moim sercu. Co więcej autorka umie trzymać w napięciu. Akcja dzieję dynamicznie i nie można się nudzić czytając książkę. Mi osobiście zajęło to ... 5 godzin. Mój rekord.
Jednak mam też kilka minusów odnośnie tej części. Po pierwsze choć fajnie jest spotkać cały klan Benedictów to uważam, że co za dużo to nie zdrowo. Trochę mnie też wkurzała postać Crystal. Na początku to szara zakompleksiona myszka, a na koniec okazuje się, że ma niezwykły dar i jest bardzo cenna dla sawantów. Jak to mówią od zera do bohatera. Na koniec coś nie co o okładce. O ile w poprzednich częściach nawet mi się podobały o tyle ta nie bardzo. Gdyby nie ten kolor mogłaby być nawet ładna.
Jakiś czas temu wysłałam pytanie do autorki w sprawie książek o pozostałych braciach: Uriela, William i Victor. Napisała, że oczywiście będą historie o reszcie braci. I o ile się orientuję w przeciwieństwie do Zeda, Yvesa i Xaviera historie o ich braciach będą zawarte w jednej książce. Jednak nie ma 100% pewności. Mam tylko nadzieję, że Akapit Press wydą tę książkę.
Ci co pokochali Zeda i Yvesa po tej części pokochają też Xava. Książka idealna na wiosenne wieczory i dlatego serdecznie ją polecam.
Tytuł polski: Znajdę Cię, Crystal
Tytuł oryginału: Seeking Crystal
Autorka: Joss Stirling
Cykl: Saga o braciach Benedtict (tom 3)
Wydawca: Akapit Press
Data wydania: 6 marzec 2015
Ilość stron: 332
sobota, 11 kwietnia 2015
Black Ice
Nie daj się zwieść pozorom...Britt długo przygotowywała się do wymarzonej wyprawy wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Niespodziewanie dołącza do niej jej były chłopak, o którym dziewczyna wciąż nie może zapomnieć. Zanim Britt odkryje, co tak naprawdę czuje do Calvina, burza śnieżna zmusza ją do szukania schronienia w stojącym na odludziu domku i skorzystania z gościnności dwóch bardzo przystojnych nieznajomych. Jak się okazuje, obaj są zbiegami. Britt staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie zgadza się wyprowadzić ich z gór.Gdy dziewczyna odkrywa mrożący krew w żyłach dowód na to, że w okolicy grasuje seryjny morderca a ona może stać się jego kolejnym celem, sprawy przybierają dramatyczny obrót...
Moje pierwsze spotkanie z Beccą Fitzpatrick miało miejsce za sprawą świetnej serii "Szeptem". Jest to jedna z moich ulubionych i ukochanych serii.
Kiedy więc przeczytałam, że pisze nową książkę i będzie to ... thriller to pomyślałam sobie: To się nie uda! Bardzo obwiałam się co z tego będzie. Uważam, że to duży skok z książek z jednego gatunku na inny.
Jak tylko zobaczyłam ją na półce, sięgnęłam po nią i odłożyłam. Coś takiego miało miejsce kilka razy zawsze jak byłam w księgarni. Ostatecznie jakiś miesiąc po wydaniu zdecydowałam się ją kupić. Tym razem wzięłam się w garść i od razu zaczęłam czytać, a kiedy skończyłam nie mogłam uwierzyć, że to taka świetna książka. Autorka zdecydowanie dała sobie radę z tym gatunkiem.
A o czym właściwie mowa? Historia opowiada o nastolatce, która w krótkim czasie dorasta i przekonuje się, że potrafi być niezależna. Britt od kilku miesięcy planuje wyprawę swojego życia w góry Teton. Razem ze swą przyjaciółką po długich miesiącach planowania czują się gotowe na zdobycie Teton (a raczej to Britt czuje się gotowa). Cała ta wyprawa początkowo miała być dla niej lekarstwem na złamane serce. Szybko jednak okazuje się, że to co miało być piękne zamienia się w prawdziwy koszmar. Obie dziewczyny (czytaj: Britt) znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A wszystko za sprawą dwóch przystojnych chłopaków spotkanych w górach. Czy uda im się wyjść cało z tej przygody?
- Martwisz się o mnie? - Po twarzy Jude'a przemknął cierpki uśmiech."Black Ice" to mój pierwszy thriller. Zwykle wolę książki bardziej fantastyczne i początkowo nie zamierzałam nawet jej czytać. Zmieniłam zdanie dzięki temu co zawsze powtarza moja mama, że trzeba spróbować różnych rzeczy a dopiero potem oceniać. Więc oto kupiłam i przeczytałam. A moje wrażenia po skończeniu są takie, że zakochałam się w tej książce. Nie mniej może to z powodu autorki widziałam tu dużo podobieństw z Szeptem. Po pierwsze Korbie przypominała mi Vee Sky, Britt oczywiście Norę, a Mason/Jude ... Patcha. Również to co Britt przeżywała ze swoim samochodem przypomina mi Norę i jej autko. Tak więc czytając "Black ice'" często wracałam myślami do Patcha.
Ponieważ nie miałam pomysłu na żadną dostatecznie złośliwą ripostę, pokazałam mu język.
Jude pokręcił głową.
- Znowu gimnastykujesz swój język? Myślałem, że masz już dość po zeszłej nocy.
- Niech cię piekło pochłonie!
- Wybacz, kochanie, ale już w nim jesteśmy.
Co jeszcze mogę napisać o książce? Jest napisana w bardzo dobrym stylu, w którym Becca Fitzpatrick jest rewelacyjna. Nie wielka dawka humoru i szczypta dreszczyku. I rzecz jasna cudowna okładka, która cieszy oko. Nic dodać nic ująć. Serdecznie zachęcam do przeczytania.
Tytuł: Black ice
Autorka: Becca Fitzptarick
Wydawca:Otwarte (Moondrive)
Data wydania: 05.11.2014
Ilość stron: 400
Subskrybuj:
Posty (Atom)





